poniedziałek, 16 września 2013

Czym jest lectio divina?



Skoro człowiek powinien wypić dwa litry płynów dziennie, to o ile więcej powinien "wypijać" Pisma Świętego ! 
                                                                                                       

Z ks. Januszem Wilkiem rozmawia Marta Sudnik-Paluch.
 
Ks. Janusz Wilk: – Lectio divina z języka łacińskiego przekłada się jako „Boże czytanie”. To jedna z metod lektury Pisma Świętego, zapoczątkowana w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Jej poszczególne elementy określił Orygenes, zalecając wpierw czytanie Biblii, potem uważne rozważenie tekstu, a następnie zastosowanie go do siebie. Celem lectio divina jest wsłuchiwanie się w głos Boga zawarty w Piśmie Świętym i wprowadzanie rozważanego słowa w swoje życie.

Jak Ksiądz odkrył lectio divina dla siebie?

– To było jeszcze w seminarium. Wtedy zacząłem postrzegać lectio divina jako modlitwę, która kształtuje duchowość i wzmacnia wiarę. Cały czas uważam, że prowokuje ona do dobrych decyzji w codzienności. Wciąż mnie zaskakuje, jak wiele nowych rzeczy można odkryć, wracając do znanych już tekstów, ile kryje się w nich treści, na które wcześniej nie zwróciłem uwagi. Posługując się językiem metafory, można powiedzieć, że Pismo Święte jest jak źródło, które nieustannie tryska krystalicznie czystą wodą. Mogę czerpać kilka razy z tego samego miejsca wodę, a ona nigdy nie będzie taka sama. Zawsze będzie świeża i życiodajna.  
A skoro człowiek powinien wypić dwa litry płynów dziennie, to o ile więcej powinien „wypijać” Pisma Świętego!

Czy lectio divina to modlitwa dla każdego? Jak mogą na niej skorzystać osoby, które mają tylko zaplecze wyniesione np. ze szkolnych katechez?

– Czytać Pismo Święte każdy może, a każdy chrześcijanin wręcz powinien. Chociaż nie jest to łatwa i prosta księga. Sam sposób lectio divina wymaga pewnych podpowiedzi, zwłaszcza w kwestii zrozumienia tekstu.

Czy Liturgia Słowa podczas Mszy św. jest zaproszeniem do lectio divina?

– Teksty z czytań niedzielnych stanowią bardzo dobry punkt wyjścia, jeśli chodzi o lectio divina. Warto po ich wysłuchaniu w kościele jeszcze raz rozważyć je w domu i znaleźć jedną myśl, która będzie nam towarzyszyć przez cały tydzień, aż do następnej niedzieli. Najgorzej jest, jeśli po Mszy św. przychodzimy do domu i nie potrafimy przypomnieć sobie, o czym były czytania.

A jeśli chcemy poszukać czegoś sami, od czego najlepiej zacząć?

– Wszystko zależy od tego, jak dobrze znamy Pismo Święte. 
Jeśli znamy je w całości, możemy wybrać sobie daną księgę i ją rozważać albo zatrzymać się nad biblijnymi tekstami adekwatnymi do sytuacji, w której akurat się znajdujemy. Jeśli nie znamy Biblii, lepiej poszukać pomocy u kogoś bardziej doświadczonego w tej kwestii bądź skorzystać z wzorców, które są dostępne na rynku księgarskim.

Kogo w takiej sytuacji prosić o pomoc?

– Można zapytać swojego księdza w parafii (np. podczas odwiedzin kolędowych). Dobrym rozwiązaniem jest również poproszenie o radę spowiednika, który – rozeznając nasz stan duchowy – może zasugerować daną księgę. Warto korzystać z pomocy zamieszczanych w „Gościu Niedzielnym”, „Biblicum Śląskim” czy w „Apostolstwie Chorych”. Następnie z propozycji przygotowanych przez kogoś stopniowo przechodzić do samodzielnego wyboru, dostosowanego do naszych potrzeb duchowych.

A co sądzi Ksiądz o praktykowanej przez niektórych metodzie czytania Pisma Świętego przez otwieranie na pierwszym z brzegu fragmencie?

– Jestem w tej kwestii bardzo ostrożny. Oczywiście, Duch Święty może i w ten sposób do nas przemówić, ale jest to metoda bardzo ryzykowna. Może być bowiem tak, że otworzy się fragment np. Psalmu złorzeczącego i ktoś odczyta to jako wezwanie do zemsty albo też trafi się tekst bardzo trudny, który bez całościowego spojrzenia na Pismo Święte może zostać źle zrozumiany. Można np. natknąć się na zapis dotyczący listu rozwodowego (zob. Pwt 24, 1–4) i stwierdzić, że Biblia zaleca rozwody, a przecież Jezus domagał się nierozerwalności małżeństwa (zob. Mt 19, 1–9; Mk 10, 1–12; Łk 16, 18). Na pewno nie może być to metoda najważniejsza. Lepiej czytać i rozważać tekst w sposób ciągły lub tematyczny.


W „Biblicum Śląskim” proponuje Ksiądz lectio divina podzielone na pięć części.

– To najbardziej znana forma lectio divina. Wymaga trochę czasu i systematyczności, ale nie rozbija rytmu dnia. Modląc się, mówimy do Boga, a gdy czytamy Biblię, On mówi do nas (św. Hieronim). Lectio divina prowokuje do przełożenia słów Pisma Świętego na własne życie. Stąd w actio (działanie) należy sobie wyznaczyć konkretne postanowienie, jakąś określoną formę przeniesienia rozważonych słów we własną codzienność. Ogólniki niewiele wnoszą w nasze życie.


Wiemy już, jak wybrać fragment Pisma Świętego do rozważań. 
Co jeszcze jest potrzebne, by dobrze przeżywać lectio divina?

– Dobre chęci, trochę ciszy i – przede wszystkim – modlitwa do Ducha Świętego. 

Nie należy szukać nagłych i wielkich olśnień duchowych lub nadzwyczajnych radości. Nie modlimy się przecież po to, byśmy się dobrze czuli, ale po to, aby być blisko Boga. Pismo Święte ma nam w tym pomagać.

Czy przygotowując się do modlitwy, warto wziąć pod uwagę miejsce?

– Warunki zewnętrzne są bardzo ważne, bo mogą utrudniać lub sprzyjać lekturze Pisma Świętego. Cisza i przestrzeń czasu pomagają w skupieniu. Im mamy więcej spraw na głowie lub jesteśmy coraz bardziej nerwowi, tym powinniśmy więcej czasu poświęcić na modlitwę. To nie absurd.

Zaczerpnijmy z bogactwa Starego Testamentu: „Szczęśliwy, kto będzie się zajmował tymi rzeczami [Pismem Świętym], a kto włoży je do serca, stanie się mądry, a jeśli tak postąpi, we wszystkim sobie poradzi, bo szlakiem jego – światło Pana” (Syr 50, 28–29).


Ks. Janusz Wilk jest prefektem w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym i autorem tekstów do lectio divina w „Biblicum Śląskim”.   
http://biblia.wiara.pl/doc/1332241.Czym-jest-lectio-divina




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz